Statystycznie kłamiemy dwa razy dziennie. W różnych sprawach. Niektóre z naszych nieszczerych słów są bardziej, inne mniej istotne. Jednak zawsze kłamiąc, oszukujemy.
Może nam się wydawać, że kłamstwo to drobnostka. Powiedzenie czegoś albo właśnie – niepowiedzenie, chociaż powinniśmy, nie ma znaczenia. Wierzymy, że nie ma to bezpośredniego wpływu na adresata, więc racjonalizujemy swój czyn, usprawiedliwiając go zgodnie z własnym sumieniem. Wtedy jest nam lżej, a w razie gdyby pojawiły się wyrzuty sumienia, łatwiej jest nam je zagłuszyć.
Jak wspomniałam, kłamiemy z dwóch powodów. Pierwszy z rodzajów fałszu to zmyślanie. Opowiadamy “bajeczki”, aby uzyskać dla siebie korzyści. Kłamiemy na temat siebie, innych, przekształcamy rzeczywistość. Możemy skomplementować ubiór koleżanki, który nam się nie podoba tylko dlatego, aby zdobyć jej sympatię. Możemy kłamać na temat własnych cech, aby zyskać uznanie w czyichś oczach. Możemy też kłamać, jak często robią to dzieci, że: “to nie my zbiliśmy wazon, a zrobił to przeskakujący między meblami kot”. Kłamią i kobiety, i mężczyźni. Po równo. Stereotypowo, jednak panowie zawsze będą szli w zaparte, że nie zgubili się przejeżdżając samochodem po raz kolejny przez to samo skrzyżowanie. Panie natomiast nie uznają nigdy, że noszenie staników push-up jest czymś złym.
Kłamiemy też wtedy, gdy posiadając informacje na jakiś temat, spuszczamy wzrok i zaciskamy usta, aby nie przekazać ich drugiej osobie. I uwaga, nawet gdy bezpośrednio nie jesteśmy o te informacje pytani, a zatajamy je, chociaż mają one diametralne znaczenie, również dopuszczamy się kłamstwa.
Nieszczerość intencji otacza nas z każdej strony. Zmyślanie zakotwiczone jest w naszej kulturze. Daleko nie musimy szukać. Przykład banalny, ale przecież to właśnie kłamstwem wąż skusił moją imienniczkę Ewę w raju. Mimo, że tak bardzo brzydzimy się fałszem, nierzadko sami się go dopuszczamy, nie odczuwając z tego powodu żadnych przykrości. Jakie to smutne, że tak łatwo przychodzi nam rozgrzeszanie samych siebie, będąc podwójnie oburzonym zachowaniem innych ludzi.
Jednak – co się dziwić. Oszustw jesteśmy nauczeni od dziecka. Nauczono nas, że pomimo tego, iż prawda zostanie przez nas wypowiedziana, to spotyka nas kara. Nie chodzi mi jednak o to, żeby za samą szczerość nie karać, ale wypadałoby ją jednak docenić. Wtedy nie bylibyśmy aż tak skłonni do zmyślania. Chyba.
No cóż… w każdym razie wszelkie przekształcanie stanu faktycznego spotyka się z publicznym potępieniem. Co ciekawe, osoby które nagminnie kłamią, nigdy nie będą w stanie zaufać innym ludziom. No bo jak można pokładać wiarę w kimś, jeśli nie ma się jej względem samego siebie?
Wszelki osąd moralny pozostawiam Wam. Zdarza się Wam kłamać? Jak często? Może racjonalizujecie drobne oszustwa, uznając, że kłamiecie w dobrej wierze?
I co myślicie o tym poście?
W gruncie rzeczy, możecie, ale nie musicie brać go za potwierdzone źródło informacji. Przecież mogłam skłamać i nazmyślać, udając, że coś tam wiem…
W gruncie rzeczy, możecie, ale nie musicie brać go za potwierdzone źródło informacji. Przecież mogłam skłamać i nazmyślać, udając, że coś tam wiem…
