Cześć,
tu Ewa.

Nie wiem, czy człowieka da się dobrze opowiedzieć samymi punktami CV.

Moja historia od dawna splata się ze słowami, sztuką, ruchem i ciekawością drugiego człowieka. Jedne nitki prowadziły mnie do pisania, inne do psychoterapii, jeszcze inne do tańca i działań twórczych.

I chyba właśnie z tego wszystkiego powstało SpoTKANI.
Ewa Rygalik-Banaś

Kilka nitek.
Jedna historia.

Nie pojawiały się po kolei. Czasem jedna była bardziej widoczna, czasem inna znikała na chwilę pod spodem. Ale właściwie od początku były gdzieś obok siebie.

tworzę spotykam poruszam się

Tworzyłam właściwie odkąd pamiętam.

Pisałam dziecięce opowieści i wiersze, grałam w szkolnych przedstawieniach i uczyłam się tańca.

Wśród moich ulubionych przedmiotów były polski, muzyka, plastyka i historia. Chyba od początku najbardziej ciągnęło mnie w stronę słów, opowieści, kultury i ekspresji.

I chyba już wtedy trochę przeczuwałam, że kiedyś chciałabym robić coś twórczego.

Potem pojawiło się Kulturoznawstwo USA.

W liceum byłam na profilu Kulturoznawstwo USA. To było ciekawe doświadczenie i chyba całkiem naturalny wybór.

Jako dziewczynka zakochałam się w Hawajach, a amerykańska kultura i popkultura do dziś są jednym ze światów, do których lubię wracać.

Historia, kultura, kino, muzyka i opowieści o miejscach — zdecydowanie moje klimaty.

Sztuka i człowiek zaczęły pojawiać się obok siebie.

Na Uniwersytecie Łódzkim studiowałam pedagogikę, wybierając specjalność edukacja przez sztukę. To właśnie wtedy zafascynowała mnie również filmoterapia — to, jak film i opowieść mogą uruchamiać emocje, refleksję i rozmowę o człowieku.

Później na Uniwersytecie Warszawskim studiowałam profilaktykę społeczną i resocjalizację.

Z jednej strony fascynowała mnie więc twórczość i ekspresja. Z drugiej coraz bardziej człowiek — jego historia, relacje i sposób funkcjonowania w świecie.

Słowa dostały własne miejsce.

Podczas studiów na UW założyłam Miętowy Kokos. Blog stał się przestrzenią na teksty, obserwacje i tematy, które mnie poruszały.

Pisanie przestało istnieć wyłącznie w zeszytach i notatkach — zaczęło żyć trochę bardziej własnym życiem.

Różni ludzie. Różne momenty życia.

Pierwsze zawodowe doświadczenia zdobywałam w pracy z dziećmi. Później spotykałam się również z seniorami oraz osobami w kryzysie bezdomności.

Każde z tych miejsc wyglądało inaczej i każde dokładało coś do mojego sposobu patrzenia na człowieka.

Przez chwilę słowa stały się też pracą.

Przez dwa lata pracowałam w redakcji katolickiej. Pisanie i praca z tekstem dostały więc kolejną formę.

Psychoterapia stała się jedną z moich zawodowych dróg.

W 2021 roku rozpoczęłam czteroletnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w Studium Psychoterapii SPCh , które ukończyłam w 2025 roku.

Bliski jest mi obecny w tym podejściu aspekt duchowości — patrzenie na człowieka nie tylko przez psychikę, ale również przez ciało, wartości, sens i znaczenie doświadczeń.

Wiara jest również ważną częścią mojego życia i jednym z miejsc, z których patrzę na człowieka i świat.

Kilka ważnych lat w Środowiskowym Domu Samopomocy.

Pracowałam tam z dorosłymi osobami o bardzo różnych doświadczeniach psychicznych i życiowych.

To były lata codziennych spotkań, relacji i obserwowania, jak różnymi drogami człowiek próbuje radzić sobie ze swoim światem.

I wtedy ruch wrócił w zupełnie nowej roli.

Rozpoczęłam w Instytucie DMT całościowe szkolenie w zakresie DMT/DMP — psychoterapii tańcem i ruchem.

Taniec i ruch, obecne gdzieś od dzieciństwa, zaczęły spotykać się z tym, czego przez lata uczyłam się o człowieku, emocjach, ciele i relacji.

Do tego doszło doświadczenie kliniczne.

Odbyłam staże psychoterapeutyczne w Centrum Zdrowia Psychicznego Piaseczno w Konstancinie-Jeziornie oraz w Mazowieckim Specjalistycznym Centrum Zdrowia w Pruszkowie .

W ramach praktyk zdobywałam również doświadczenie w pracy z dziećmi — prowadziłam zajęcia z ruchu kreatywnego oraz współprowadziłam psychoterapię grupową dzieci w nurcie DMT.

Powstało SpoTKANI.

W styczniu 2025 roku stworzyłam SpoTKANI i otworzyłam własny gabinet. Początkowo było to miejsce mocno związane z psychoterapią.

Z czasem coraz wyraźniej zaczęłam jednak widzieć je szerzej — jako przestrzeń, w której mogą spotykać się różne części mnie i tego, co chcę tworzyć.

Psychoterapia jest jedną z tych nitek. Ale nie jedyną.

Jedna z najstarszych nitek dostała papierową okładkę.

Od dziecka marzyłam o tym, żeby kiedyś wydać własną książkę. W sierpniu 2025 roku to marzenie udało mi się zrealizować — ukazała się moja książka o Pier Giorgio Frassatim.

Pier Giorgio pojawił się w mojej historii już w 2016 roku, podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Dwa lata później jego działalności charytatywnej poświęciłam pracę magisterską na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie ukończyłam studia z wyróżnieniem.

Już wtedy myślałam o książce — chciałam uzupełnić istniejącą literaturę o pozycję, dzięki której Pier Giorgia mogłyby poznać także dzieci i młodzież. Kilka lat później ten pomysł dostał swoją papierową okładkę.

Mam nadzieję, że to dopiero początek i że mój twórczy dorobek będzie się powiększał. Może jeszcze niejedna historia znajdzie swoją drogę do czytelników. 🙂

Jestem jednością.

Mam swoją historię. Moje ciało też ma swoje doświadczenia.

Czasem tańczę, pływam, ćwiczę pilates, biegam albo chodzę po górach.

A czasem nie robię nic. I to też jest w porządku.

Nie jestem osobno głową, osobno ciałem i osobno historią. Wszystko to jest częścią mnie.

Myślę o ciele nie jako o czymś, co trzeba bez przerwy poprawiać albo kontrolować, ale jako o części siebie, której warto słuchać.

Ciekawi mnie to, co dzieje się pomiędzy. Jak psychika wpływa na ciało, a ciało na psychikę. Stąd moje zainteresowanie psychosomatyką. Bliska jest mi również fitoterapia — świat roślin i ich właściwości od dawna mnie ciekawi.

Nie chcę wybierać tylko jednej z tych nitek.

Psychoterapia pozostaje ważną częścią mojej drogi, ale nie chcę, żeby była jedynym sposobem, w jaki zawodowo spotykam się z ludźmi.

Chcę zostawiać miejsce także pisaniu, warsztatom, ruchowi i działaniom twórczym. Bo nie każde ważne spotkanie musi odbywać się w gabinecie i nie wszystko, co porusza, potrzebuje od razu nazywać się terapią.

Tańczę również z mężem. Wspólny taniec jest dla mnie świetnym sposobem przyglądania się relacji: kto prowadzi, kto podąża, kiedy próbujemy kontrolować, a kiedy naprawdę zaczynamy reagować na siebie.

Taniec potrafi wyrazić także to, czego słowa nie mówią.

Nie muszę wybierać. Mogę je splatać.

Mogą spotykać się tutaj słowo, twórczość, człowiek, relacja, ciało i ruch.

Miał być tylko nazwą bloga. Został ze mną na tyle długo, że chyba przestał nią być.

Jestem Ewa. I chyba jestem Miętowym Kokosem.