Ostatnimi czasy wszelkie wzmianki dotyczące Kościoła katolickiego zatytułowałabym: “Kościół w ogniu”, bo niestety w kotle pomyj, ale i też stanowiska obrony po prostu i zwyczajnie – wrze. I tak się zastanawiam, na ile Wojciech Smarzowski, reżyser filmu, dodał oliwy do tego ognia?
Tak to bywa – jest o czymś głośno, więc każdy chce przekonać się na własnej skórze, o co media i społeczeństwo robią hałas. Nie inaczej było i tym razem, dlatego skuszona skandalizującym zwiastunem filmu, postanowiłam obejrzeć ten – no właśnie, antykościelny czy może jednak prokościelny film. Nie lubię wyrabiać sobie opinii sugerując się zdaniem innych, dlatego przed seansem (i napisaniem tego tekstu) nie zapoznałam się z żadną opinią, recenzją, a nawet zatykałam “buzię” bliskim mi osobom, które obejrzały to kontrowersyjne dzieło kinematografii przede mną. Chciałam być z tym tylko ja i wizja reżysera na sali kinowej po brzegi wypełnionej innymi kinomaniakami.
Wiedziałam, że obsada będzie genialna. Smarzowski ma intuicję do wyboru dobrych aktorów, więc kompletnie nie zawiodłam się pod tym względem. I podobnie jak inny reżyser znany z filmów z psem w tytule, Wojciech Smarzowski również, jak zauważyłam, ceni sobie wspołpracę z określonymi osobami. W filmie pojawia się epizodycznie Bartłomiej Topa, który z reżyserem pracował już przy “Weselu”, a także grający w “Pod mocnym aniołem”, Robert Więckiewicz. Jedną z głównych ról, i to po raz drugi w roli księdza, wciela się Arkadiusz Jakubik. Rok temu głośno było o jego roli w krótkometrażowym filmie “Ksiądz”, który – jak czas pokazał, był prawdopodobnie prototypem “Kleru”. Mogę jeszcze dodać, że wszyscy odtwórcy głównych ról mnie zachwycili i wypadli w moich oczach bardzo dobrze, jak na wybitnych artystów przystało. A sam reżyser po raz kolejny opowiedział historię w charakterystyczny dla siebie sposób.
Jedyne co słyszałam przed seansem to: “ten film to mocne kino!”. W gruncie rzeczy, wcale tak nie uważam. Przygotowana byłam na ogromne zaskoczenie, a niestety trochę się zawiodłam. Kompletnie nie rozumiem obejmowanego stanowiska, jako, że film ten “otwiera oczy” – takie hasło zasłyszałam z wielu źródeł, nawet jeśli nie chciałam słuchać, chcąc neutralne podejść do odbioru produkcji. Może i faktycznie, pewne osoby zostały w pewnych kwestiach uświadomione – lub próbują uświadomić innych co do antychrześcijańskich zachowań wśród duchownych. Mnie osobiście nie zszokowało nic, może dlatego, że mam świadomość, iż takowe zjawiska mają miejsce. I mam wrażenie, że każdy, kto chociaż trochę przyjmuje, że może istnieć stanowisko sprzeczne z jego własnymi poglądami – a inaczej mówiąc – jest inteligentny, będzie uważał podobnie jak ja. Taki po prostu jest świat. Zło istnieje, nawet w kręgach kościelnych.
Duchowieństwo, niestety, od wieków ma problemy z egzystencją według Dekalogu. Jednakże nieprzyzwoite życie tak bardzo razi nas wśród duchownych, ponieważ jest to krąg ludzi, wobec których społecznie mamy inne wymagania moralne. Gdyby pedofilii dopuściła się osoba z innej grupy społecznej, mimo takiej samej szkodliwości czynu, społecznie byłaby mniej piętnowana. Jeśli polityk oszukuje, a jego poczynania ujrzą światło dzienne to jest nam łatwiej to “przyjąć”, ponieważ stereotypowo stwierdzamy: “To polityk. Po nim można się było tego spodziewać”. Zatem grzechy kleru bardziej nas rażą, ale w zasadzie jest to słuszne podejście. Kto ma nam dawać przykład, jak nie księża, zakonnicy i zakonnice?
Inną kwestią jest to, że duchowni to też ludzie. Film doskonale to obrazuje. Przedstawia tragedię człowieka. Zło bierze się z doznanych krzywd i jest odpowiedzią na przeżytą traumę. Reżyser w ekranizacji posłużył się duchowieństwem, ale równie dobrze bohaterami przedstawionej historii mogła zostać każda inna grupa społeczna. I tutaj pojawiają się moje pytania – czy zamieszanie, jakie pojawiło się wraz z ukazaniem filmu, osiągnęłoby tak gigantyczną skalę, gdyby bohaterami filmu zostali np. lekarze? Czy reżyser filmu nie wykorzystał obecnej walki między zwolennikami a przeciwnikami Kościoła tylko po to, aby jeszcze bardziej oddzielić grubą kreską zaistniały rozłam? Jedno jest pewne – w filmie możemy wyłapać w inteligentny i niezwykle przemyślany sposób atak na Kościół, który przejawia się w trafnym posługiwaniu się fragmentami Pisma Świętego, gdzie szpilki wbijane są tak, aby bolało jeszcze bardziej. Z drugiej strony można wyciągnąć zupełnie odwrotne wnioski – że nie taki ten kler zły, jak go malują.
W każdym razie, pomimo mojego stanowiska, które jest bardzo prokościelne, film ten przyjęłam ze spokojem. Po prostu wiem, że w Kościele dzieją się różne rzeczy. Wiem, że wśród duchownych zdarzają się osoby, które noszą habit lub zakładają koloratkę, chociaż ubiór ten niewiele ma wspólnego z życiem, jakie faktycznie prowadzą. Na swojej drodze spotkałam wiele osób duchownych. Mam dobrą intuicję, która rzadko mnie zawodzi. Każdemu księdzu, zakonnikowi i spotkanej przeze mnie zakonnicy – zwyczajnie, po ludzku, dobrze z oczu patrzyło. Poznałam księży z różnymi cechami, mającymi wady jak każdy człowiek. Mimo różnorodności, wszystkich tych ludzi łączyło jedno – chęć bycia dobrym człowiekiem. I tak, myślę, że to kler z powołania, Bożego powołania. Jeden film nie zmieni na pewno mojego stosunku wobec duchowieństwa. Uważam, że – ponownie powołując się na słowa artysty: “duchownych dobrej woli jest więcej”. Amen.
Zdjęcie Grafika: Grafika Google

