Listopad jest szary. Dzisiaj nawet i czarny. Pędzimy do sklepów, aby niczym zwierzęta zapolować na coś, co niekoniecznie jest nam potrzebne. Chcemy przyozdobić się, ubrać – zakryć nagość i tego, który często dręczy nas od środka.
Nie znam tej osoby. Tej szarej i smutnej. Tej, która pojawia się czasem u progu mych drzwi i stanowczym gestem zamyka me usta i dłonią osłania oczy. Nie znam jej i nie mam też siły, aby przeciwstawić się jej działaniu. Czuję, że postać ta jest mi bliska – mroczna, ale znajoma. Czy widzisz też taką postać koło siebie?
Myślę, że do każdego z nas ta osoba przychodzi. Pojawia się często w niespodziewanych momentach, kiedy przestajemy o niej myśleć. Chcemy czy nie, jesteśmy zobowiązani do ugoszczenia jej. Wzrok ma przenikliwy, a osobowość magnetyzującą. Ja jej nie lubię. Kim ona jest?
Jest to ta cząstka każdego z nas, która każe nam być smutnym. Wmawia nam, że nic nie znaczymy, że jesteśmy źli. Prześladuje nas, przypominając wszystkie tragiczne wydarzenia naszego życia. Karmi się krzywdą każdego z nas. A wiedząc, że osoba ta zna nasze słabości i błędy, cierpimy jeszcze bardziej.
Kto ją wywołuje? Czemu ukrywa się w nas i więzi, karmiąc się tym, o czym pamiętać nie chcemy? Czy jesteśmy w stanie nie pozwolić, by wtargnęła do naszego życia?
Owa tajemnicza postać nie zjawia się z dnia na dzień i bez powodu. Odwiedza nas, gdy zaczynamy żyć niezgodnie z naszym sumieniem albo innym osobom dajemy przyzwolenie na zadeptanie naszej godności. Gdy postać ta przychodzi po raz pierwszy, zupełnie tego nie dostrzegamy. Ona nas obserwuje, przygląda się nam z oddali, aby za każdym razem być bliżej. W końcu, przychodzi taki dzień, że zaczynamy ją zauważać, ale wtedy jest już za późno. Osoba ta wie już wtedy o nas zbyt wiele, aby można było zakazać jej kontaktów z nami. Patrzy nam w oczy, a jej wzrok jest pusty. Wieje od niej chłód, a wszystko wokoło nas ciemnieje, kolory bledną. Kiedy uświadomisz sobie, że płacząc po nocach nie jesteś w pokoju sam, dostrzeżesz ją, siedzącą obok Ciebie.
Możesz jej szukać, grozić jej i błagać, aby przestała Cię dręczyć. To nie pomoże. Nie smuć się jednak, są inne sposoby, aby zrozumiała, że w Twoim życiu nie ma dla niej miejsca.
Chwila, w której zdecydujesz rozprawić się z nią ostatecznie, będzie trudna. Będziesz cierpiał, pojawi się rozrywający od środka ból i samotność. Musi coś w Tobie pęknąć. Musisz zrozumieć, że szklany dom, który wybudowałeś w swoim sercu, pełen jest rys. Musisz go rozburzyć, analizując kawałek po kawałku swój życiorys, godząc się z każdą raną. Musisz z całą stanowczością oczyścić umysł – wykrzyczeć, wypłakać ból. Zaufaj sobie jeszcze raz, wybuduj twierdzę na bazie poczucia własnej wartości.
Stań z tą postacią oko w oko. Gdy zrozumiesz, że masz w sobie siłę, osoba ta zacznie się oddalać. Za każdym razem, gdy znów zapragniesz płakać, łzy będą lżejsze. W końcu postać przestanie przychodzić, a jeśli jeszcze kiedykolwiek będzie próbowała wkraść się do Twojego serca, będziesz mógł wystraszyć ją jednym spojrzeniem.
To będzie Twoja siła. Żegnaj nieznajomy.
Zdjęcie Grafika: Adam Rygalik Fotografia

